niedziela, 5 czerwca 2016

Jeden


Polały się łzy me czyste, rzęsiste,
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną
Adam Mickiewicz


          – Czas wstawać, Lessie – Usłyszałam melodyjny głos naszej opiekunki. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku, ziewając ciężko. Pomimo, że była szósta rano nie chciałam zawieść opiekunki moim lenistwem. Naprawdę mocno sobie ją ceniłam, jak na razie tylko ona wykazywała większe zainteresowanie mną. Przetarłam leniwie oko, zdrapując przy okazji śpiocha w oku.
          – Już idę, prze pani – Odpowiedziałam i przeturlałam się na drugi bok. Myślałam, że poczuję pod sobą miękki materac, ale okazało się, że nie. Poczułam powietrze, a potem twardą podłogę wykonaną z drewna. Auć.
          – Bogowie, Edelweiss! – Krzyknęła, podbiegając do mnie, równocześnie zakrywając sobie usta rękami – Nic ci się nie stało? – Powiedziała, odrywając od ust jedną rękę, którą sprawdziła, czy jeszcze żyję, chociaż miało to wyglądać bardziej jak sprawdzenie czy moja wrodzona niezdarność nie wyrządziła mi większej krzywdy. Babcia mówiła, że mam to po tacie. Dzięki, tato.
          Prawie się nie zabiłam.
          Wracając do Cioci, bo tak nazywaliśmy Hestię, jest ona bardzo ciepłą i opiekuńczą osobą. Kiedy zaczynamy się kłócić, ona od razu to łagodnie przerywa, a jej głos i uosobienie uspokajająco na nas działa. Właśnie dlatego nazwaliśmy ją Ciocią. Dla niektórych dosłownie, dla niektórych – jak w moim przypadku, nie. Nigdy nie miałam cioci, o boskiej nie wspominając. Nie jestem półbogiem, tak jak inni obozowicze, chociaż może się to okazać kompletną głupotą, co ja tu robię, tutaj, w obozie przeznaczonym dla półbogów i innych (dzieci) stworzeń z Mitologii Greckiej.
          – Nie, nic Ciociu – Mruknęłam, podnosząc się i siadając, masując mostek, na który upadłam.
          – Na pewno? – Spytała mnie z czułością – Pomimo, że wiem, jaką jesteś niezdarą to i tak nadal nie umiem się do tego przyzwyczaić – Powiedziała, śmiejąc się cicho, czochrając mnie po głowie, tworząc jeszcze większy sajgon na mojej głowie. Powinnam być na nią zła, ale nie mogłam. Najprawdopodobniej winowajcą był jej serdeczny uśmiech, który nigdy nie schodził z jej twarzy – No, to jak już jestem pewna, że się obudziłaś i nie będziesz dosypiać po dobrej pobudce, mogę cię zostawić. Ogarnij jakoś włosy i przebierz się, Elvisie – Powiedziała, jeszcze bardziej rozszerzając uśmiech. Zmusiła mnie nim do odwzajemnienia tego pięknego uśmiechu. Poczochrała mnie jeszcze raz i wyszła, zatrzaskując cicho drzwi. Naprawdę uwielbiam tą boginie.
          Podniosłam się z twardej podłogi, na którą parę minut boleśnie upadłam i poszłam w kierunku szafy. Wyjęłam z szafy białą, bawełnianą koszulkę z naszytymi granatowymi wzorami na górze i zwykłe, przetarte jeansy, tylko że trochę krótsze. [klik ] Odłożyłam ubrania i zaczęłam rozczesywać  jasnobrązowe włosy które o dziwo sięgały mi aż do ramion. Pomimo, że posiadałam też w komplecie błękitne oczy, które zdaniem Cioci, babci i jeszcze wielu innych osób były przepiękne, ja nadal uważam, że jestem brzydka. Zostawmy bycie piękną dzieciom... nawet może być i Afrodyty. Nie potrzebuję bycia piękną. Liczy się usposobienie, nie wygląd. Gadam jak dziecko Ateny. Przypadek? Nie sądzę. Ale półbogiem nie jestem. To wiem na pewno.
          Ubrałam się w naszykowane przeze mnie ciuchy i poszłam w stronę śniadania, które się rozpoczynało. Ciepłe słońce wschodziło promiennie nad widnokręgiem. Pogoda naprawdę cudownie się zapowiadała.
          Podeszłam żwawym krokiem do dębowego stołu, przy którym usiadła już Nessie. Nessie jest uroczą córką Apolla, nieśmiała do bólu i delikatna jak płatek śniegu.
          Wtedy usłyszałam...

czwartek, 12 maja 2016

Prolog

          00. To dopiero początek



          Wesołe szemranie ogniska, pieczenie pianek nad nim, wspólne śpiewanie obozowych piosenek mogłoby być nie dla jednego tak bardzo zmylne, że w tym momencie nie zorientowałby się, że coś jest nie tak.
          Zgromadzenie, nazywane potocznie obozem specjalnym dla dzieci obdarzonych niezwykłym darem, od zawsze przyjmował wszystkie dzieci, które tego mocno potrzebowały i pragnęły. Najczęściej nimi były dzieci takie jak Lilie, najmłodsza obozowiczka, która wyrasta na niezwykle prawdomówną, uzdolnioną blond piękność, która skrywała w swoim sercu mroczną tajemnicę, jak odwrotność przynależności jej ojca, przynależność jej ciotki. Bądź uciekające od codzienności i problemów, które obdarzył ich los.
          Jednak to nie na nich skupia się ta historia. Skupia się ona za to na Edelweiss, zupełnie różniącą się od nich dziewczyna, która przeżyła tuzin wiosen dodać parę lat, jednak nie więcej niż trzy. Siedziała samotnie z boku, przypatrując się wesołej gromadce zgromadzonych dzieci. Nie chciała do nich dołączać, ponieważ wiedziała, że zaczęli by ją wypytywać dlaczego taka jest zmartwiona i smutna.
          Właśnie w tym czasie, kiedy miały skończyć się dla Edelweiss troski, musiał przyjść kolejny powód do zmartwień.
          Dwunastka Olimpijczyków uznała, że można bardzo łatwo zażegnać spory, które się wydarzyły między nimi na Olimpie, organizując specjalne zawody, wręcz Igrzyska Przetrwania, w którym z początku nie było żadnych reguł. Mordowanie, sojusze, samotne wędrówki były bez problemu dopuszczane, a wszystkiego dopilnowywali Bogowie.
          Zasadą wstępną było to, że każde z dzieci, bądź wybrańców Bogów musiały przejść dwanaście prób, w pewnym znaczeniu ku czci Dwunastu Prac Heraklesa, syna Zeusa. Musiały również trzymać się każdej świętej zasady, której trzymali się ich ojcowie i matki. W innym wypadku było to uznawane za ciężką zdradę i zrzeknięcie się swoich dzieci.
          Sęk w tym, że to dopiero początek...

Obserwatorzy

Szablon wykonany przez Melody